Strona Główna








  AKTUALNOŚCI    WEJDŹ

  SZLAKI ROWEROWE  WEJDŹ

  GALERIE TEMATYCZNE WEJDŹ

  OD AUTORA  WEJDŹ
SZLAKI PIESZE  WEJDŹ

TURYSTYKA  KOLEJOWA  WEJDŹ

ARTYKUŁY WEJDŹ

Linia Werbkowice - Hrubieszów


Historia Hrubieszowskiej Kolei Dojazdowej

 1. Wyprawę turystyczną rozpoczynamy w centrum Werbkowic. Od wieków była to duża wieś, która w dodatku poważnie rozwinęła się po wybudowaniu cukrowni. Położona przy drodze Hrubieszów - Zamość, co umożliwia dobry dojazd. Niestety, od 12 grudnia 2004 r. nie dojedziemy do niej pociągiem. Z przystanku PKS kierujemy się na drogę prowadzącą do Tyszowiec. Po chwili marszu warto zboczyć ze szlaku. Po prawej stronie dostrzegamy dwór z I poł. XIX w., w którym swoją siedzibę odnalazł Rolniczy Zakład Doświadczalny. Za nim kilka starych oficyn. Zespół budynków jest położony na niewielkim wzniesieniu. Na jego zboczach zachowały się resztki po parku, który założono nieco ponad 200 lat temu. Po powrocie na szosę naszym oczom pojawiają się pozostałości po potężnym PGRze. Większość z nich jest w kiepskiej kondycji. Na ich tle "na plus" odznaczają się jedynie potężny młyn oraz niektóre budynki mieszalne. Dochodzimy do mostu na Huczwie. Jest jedną z większych i bardziej urodziwych rzek regionu. Prowadzi swoje wody do Bugu. Będzie nam towarzyszyła przez całą wycieczkę. Dochodzimy do torów kolejowych. Dostrzegamy potężne, betonowe konstrukcje - zapewne miały stanowić podstawę dla wiaduktu, po którym miano przejeżdżać ponad torami i Huczwą. Za przejazdem opuszczona, ale godna uwagi dróżnicówka. Kilkaset metrów dalej dochodzimy do dworca kolejowego w Werbkowicach. Budynek stacyjny wzniesiono w 1928 r. Niestety, przez lata nieremenotowany obiekt traci wiele ze swojego piękna. Wchodzimy na peron - duża, dobrze utrzymana budowla kontrastuje z faktem likwidacji połączenia pasażerskiego. Przechodząc przez tory zapewne nie wszyscy zauważyli, że jeden tor jest szerszy od pozostałych - to mityczna (dla niektórych) Linia Hutnicza Szerokotorowa. Szczęściarze będą mieli okazje zobaczyć Gagariny - potężne lokomotywy spalinowe produkcji radzieckiej - mozolnie ciągnące 40 wagonowe składy złożone z ukraińskich wagonów. Na lewo od peronu widzimy zdewastowany budynek. Jeszcze 15 lat temu budynek tętnił życiem - tutaj było centrum wąskotorowej stacji kolejowej. Werbkowice są wyjątkowe. To chyba jedyne miejsce w kraju, w którym na przestrzeni kilkudziesięciu metrów leżą tory trzech różnych szerokości. I przez całe lata 80. wszystkie dźwigały pojazdy. Obecnie duży ruch panuje na jedynie na LHS, niewielki na "normalnych", całkowicie zamarł na wąskich. Od 15 laty wąskie stacje pokrył zielony płaszcz, pod którym szyny rdzewieją aż miło. Nieniepokojona przez nikogo przyroda zaczyna odbierać człowiekowi to, co kiedyś on jej wydarł. Najlepszym tego przykładem są zające, bażanty, kuropatwy oraz całkiem spore drzewa. Otaczające teren budynki (biura, parowozownia, warsztaty), opuszczone przez kolejarzy, wybebeszone ze wszystkiego, co było wartościowe dopełniają obrazu rozpaczy. I pomyśleć, że stacja stanowi zabytek wpisany do rejestru. Na mnie duże wrażenie zrobiła tablica - ostrzeżenie.

2. Aby opuścić "krainę chaszczy i ruin" kierujemy się do bramy wjazdowej, za którą skręcamy w lewo w wąską ścieżkę biegnącą między parowozownią a drogą kolejową. Po osiągnięciu betonowej konstrukcji, która kończy wąski tor (do połowy lat 80. w tym miejscu szyny wszystkich szerokości krzyżowały się - linia kolejowa biegła daleko na południe do Łaszczowa). Ponownie udajemy się na lewo. Wąska ścieżka biegnie wzdłuż zarośniętych szyn wąskotorówki. Po chwili marszu dochodzimy do toru normalnego. Bocznica, stanowiąca własność miejscowej cukrowni, jest stale użytkowana. Nieopodal widzimy Huczwę o rozbudowanej linii brzegowej oraz ładny, pokolejowy dom mieszkalny. Po przecięciu szosy wyłania się zdewastowana nastawnia - tutaj linia wąskotorowa rozwidlała się. Z władcy rozjazdów pozostały jedynie nagie mury. Ze zniszczoną nastawnią "wspaniale" komponuje się nieopodal stojąca ruina stodoły(?). Za plecami zostawiamy zapomniane rozjazdy, mijamy semafor kształtowy z podniesionym przed kilkunastu laty "lizakiem". Wysoki nasyp stanowi wspaniały punkt widokowy na rozległe łąki otaczające Huczwę oraz wschodnią część Werbkowic. Mijamy niewielki most nad przepustem. Następnie pokonujemy ruchliwą szosę, którą przybyliśmy do osady. W tym miejscu tor cukrowni zakręca na lewo osieracając tym samym swojego "węższego brata".

3. Szeroki, błotnisty szlak towarzyszy linii kolejowej. Liczne krzewy zadomowiły się między krzewami spychając nas z drogi kolejowej. Takie postępowanie zachęca do wdrapania się na wysoki nasyp, który w jakimś celu został usypany (zbiornik wodny?). Z góry obserwujemy okolice Koloni Gozdów, do której prowadzi droga "nielegalnie" przekraczająca tor HKD oraz rozległe połacie bardzo urodzajnych czarnoziemów - chyba największy bogactwo tych ziem. Linia kolejowa wspina się nieśmiało - to znak, że za chwilę naszym oczom pokażą się odstojniki cukrowni. - ogromny, ale zarośnięty staw bardziej przypomina naturalne bagno niż dzieło człowieka. Tor biegnie po kilkumetrowej skarpie jakby się bał zamoczyć. Zaczynają znikać tak charakterystyczne dla bocznych linii słupy telegraficzne - chyba stanowią łakomy kąsek dla miejscowych. Ze słupami zwykle nie giną kable, które plączą się pod nogami zdecydowanie utrudniając marsz. Stalowe sidła będą nas hamować do samego Hrubieszowa.


3. Za przejazdem powyżej toru dostrzegamy stare, rozczapirzone lipy. Stanowią one resztkę po parku podworskim. Sam XIX-wieczny dwór stoi kilkaset metrów od resztki parku. Otacza go pare budynków. Natomiast na lewo od torów, na rozległej zielonej równinie widzimy wysokie wały - grodzisko z X-XI w. To pozostałość po Grodach Czerwieńskich. Wchodzimy do Gozdowa - sporej, ale mało urodziwej wioski. W przystanek autobusowyGozdowie czeka nas niespodzianka w postaci zawłaszczenia toru przez miejscowego rolnika. Dlatego na skrzyżowaniu toru z asfaltówką udajemy się na lewo. Z drogi schodzimy w szeroki wjazd znajdujący się tuż za nietypowym budynkiem z nowym, blaszanym dachem. To dawny dworzec. Okazała stacja, z której niegdyś odjeżdżały pociągi do Hrubieszowa, Uchań i Werbkowic dziś przypomina okazały plac. Pozostał tylko jeden tor i kilka rozjazdów. O "potędze" stacji w Gozdowie świadczą jeszcze pokolejowe domy mieszkalne oraz pudła wagonów zamienione na komórki. Po parowozowni, wieży ciśnień, rampach, torach stacyjnych nie pozostał żaden ślad. Po minięciu ostatnich zabudowań i kilku uli postawionych na szynach kierujemy się nasypem na prawo. Drugi nasyp to pozostałość po linii Gozdów - Uchanie. Po kilku minutach marszu dochodzimy do pozostałości po łącznicy kolejowej, pozwalającej jechać pociągom z Hrubieszowa do Uchań bez zajeżdżania na stacje. Bez problemu wśród traw odnadujemy rozjazdy. Dochodzimy do młodego lasu. Gęste zakrzaczenia uniemożliwiają marsz po torze, więc uciekamy na równoległy do linii kolejowej błotnisty trakt.

4. Za lasem możemy podziwiać rozległe, pagórkowate przestrzenie Kotliny Hrubieszwskiej. Nasyp biegnie wzgórzem oddzielającym dolinę Huczwy od doliny niewielkiej rzeczki. Krzaki na torach to się pojawiają to znikają. Nowością są blaszane słupki kilometrażowe - niestety, nie sposób z nich cokolwiek odcyfrować. Osiągamy szosę, której czarna nawierzchnia pokryła szczelnie wąskie szyny. Wyraźne rysy w miejscu przebiegu toru świadczą o tym, że żelazna droga niedługo znów wyjdzie na powierzchnie. Teraz maszerujemy po gruntach wioski Brodzica. Nie ma drogi wzdłuż szyn, dlatego musimy przedzierać się przez królujące na nasypie krzaki. Ślady po wycinkach mówią, że linia kolejowa staje się daje pożytki miejscowym w postaci gałęzi na opał. Jest to również korzystne dla samej HKD (roślinność wolniej zniszczy torowisko), jak i dla "torołazów". Ponownie zbliża się do nas Huczwa, której bieg wyznaczają przybrzeżne drzewa.

5. Dochodzimy do Przystanku Osobowego Brodnica. Wita nas stojący na jednej kończynie słup telegraficzny. Zachowała się betonowa wiata - która niegdyś była poczekalnią z oknami, drzwiami, elektrycznością itp. oraz solidny ustęp. Napotykamy też po raz pierwszy znak Krzyż Św. Andrzeja ostrzegający kierowców o przejeździe jednotorowym. Za przystankiem czeka nas największe wyzwanie tej wycieczki. Dochodzimy do wielokrotnie już wspominanej Huczwy. Jednak tym razem będziemy musieli się z nią zmierzyć, a konkretnie przejść po żelaznym moście na drugą stronę rzeki. Ja przechodziłem głównie po podkładach kolejowych (są one w zdecydowanej większości w dobrym stanie), a w miejscu, gdzie ich brak po zardzewiałych, dobrze osadzonych szynach. Podczas marszu warto zainteresować się rzeką - z mostu dobrze widać zanikające starorzecze, żeremie bobrów oraz to, że lewy brzeg doliny jest zdecydowanie wyższy od prawego.

6. Po pokonaniu mostu wysoki nasyp prowadzi nas do Hrubieszowa, który rozbudowuje się wzdłuż linii wąskotorowej. Po minięciu domów jednorodzinnych przekraczamy szeroką szosę z oznakowaniami o przejeździe kolejowym. Warto podkreślić, że w samym Hrubieszowie kolejka wąskotorowa jest w najlepszym stanie - szyny nigdzie nie zostały zalane asfaltem, stoją wszystkie słupy telegraficzne, spotykamy kolejowe znaki drogowe. Wkraczamy w dzielnice przemysłową. Po jej minięciu szyny biegną wzdłuż ul. Dwernickiego. Otwarty semafor kształtowy zaprasza nas na stację kolejową. Zachowało się sporo budynków począwszy od dużego dworca (nawiasem mówiąc wygląda jak złączone trzy domy jednorodzinne typu "klocek"), który został zamieniony na mieszkania. Dla odmiany dalej widzimy murowaną wieżę ciśnień. Zachowały się również garaże, magazyny, rampy przeładunkowe, drewniana szopa dożywająca swoich dni. Linia kończy się torem uciętym, bez żadnego kozła oporowego na wysokości najładniejszego budynku HKD - dawnej siedziby Zarządu. Na tym kończymy marsz po jedynym zachowanym odcinku hrubieszowskich kolei wąskotorowych.